Pisałam już, że dbając o zdrowie – dbasz o urodę. Pisałam też, że kłopoty z cerą to najczęściej objaw zakłóceń w funkcjonowaniu organów wewnętrznych.

Zdrowiu, a więc i urodzie najlepiej służy wszystko, co naturalne. Dlatego kocham zioła. w formie suszu na napary, w formie herbatek, te przyprawowe i w kosmetykach. Ale najbardziej lubię świeże, prosto z ogrodu lub doniczki!

Sklepowe przyprawy, czy nawet roślinki, które można kupić w marketach nigdy nie będą miały tego smaku, a przede wszystkim aromatu, które mają zioła wyhodowane samodzielnie. Zanim powstanie apteczna herbata zioła są suszone, mieszane, pakowane… Wszystko, co w sklepie lub aptece utraciło już część energii ziemi i słońca, ma mniej wartości odżywczych niż roślinki pozostające w glebie.

Bez ziół nie ma dobrej kuchni i dobrego trawienia. A bałagan w jelitach skutkuje problemami z cerą.

Dlatego wszystkich zachęcam do siania i sadzenia. Zioła nie potrzebują hektarów. Wystarczy dobrze nasłoneczniony parapet, a na balkonie można mieć wręcz mini – ogródek ziołowy.

 

ziol

Piszę o tym teraz, bo właśnie jest czas siewu. Tworząc zielony balkon poprawisz sobie humor! Takie ogrodnictwo nie wymaga wielkich nakładów finansowych, a satysfakcja jest wielka :). Miło przy tym siąść wieczorem wśród ziół – pachną pięknie.

Bazylia, mięta, tymianek, majeranek, rozmaryn, koperek, estragon, lebiodka, cząber, lubczyk, pietruszka – wybór jest duży. Kiedy wyrosną i je rozsadzisz – trzeba oczywiście o nie dbać stosując się do zaleceń, ale to nie jest wielka praca. Te, których nie zużyjesz można suszyć lub mrozić i cieszyć się nimi cały rok :). A na łąkach czeka już zdrowy mniszek lekarski, pora też na pokrzywę – teraz jest najlepsza!